Sprawdź słowo
Kęty 2
marca
Kęty 2- 3 marca II Mistrzostwa Kęt w Scrabble
Katowice 9
marca
Katowice 9 marca III Babskie granie (turniej bez jaj)
Warszawa 9
marca
Warszawa 9-10 marca Festiwal dla myślących — wiosna Mistrzostwa Regionów 2019
Gorzów Wielkopolski
Grodzisko Dolne
Warszawa
Warszawa
Szczecin
"Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta" — Tryumf Marka Dudkiewicza w Gorzowie Wielkopolskim16 - 17 lutego 2019 — Walentynki w GorzowieWyniki
galeria
"Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta" — Tryumf Marka Dudkiewicza w Gorzowie WielkopolskimPo ośmiu latach przerwy do kalendarza scrabblowego powrócił turniej walentynkowy organizowany przez Radosława Pastusiaka. Wraz z reaktywacją rozgrywek, zmieniona została lokalizacja turnieju. Tym razem Walentynki spędziliśmy w Gorzowie Wielkopolskim (a jak zapewniał gospodarz, również w kolejnych latach będziemy mogli je tam spędzić). Tak jak ostatni turniej w Sulęcinie tak i tegoroczne rozgrywki gościły 64 uczestników. Sobotnie zawody toczyły się pod dyktando Grzegorza Kurowskiego z Warszawy, który mimo porażki w 8 rundzie z Bartoszem Morawskim z Wrocławia, przewodził stawce zawodników. Po sobotnich zmaganiach przy planszach i kolacji uczestnicy integrowali się w "rodzinnej " atmosferze.

Ze względu na nietypową dla większości turniejów liczbę rund w niedzielny poranek rozgrywki rozpoczęto już o 9. Finisz rozgrywek zapoczątkował się w 10 rundzie, kiedy to na pierwszym stole Marek Dudkiewicz z Milanówka pokonał Grzegorza Kurowskiego. Mimo porażki Grzegorz powrócił jeszcze po 11 rundzie na fotel lidera pokonując świetnie grającą Natalię Woźniak z Dziwnówka.Od dwunastej rundy rozpoczął się zmasowany atak na końcowy tryumf w turnieju . Po 13 rundzie mieliśmy trzech zawodników z 10 zwycięstwami. Prowadził Mariusz Skrobosz z Warszawy przed Łukaszem Tuszyńskim z Chłopowo oraz Markiem Dudkiewiczem. Pomiędzy zawodnikami była różnica małych punktów na tyle wyraźna, że zwycięzca z pierwszego stołu miał zapewniony puchar. I tu stała rzecz niesłychana w historii Scrabble w Polsce. W ostatniej rundzie na pierwszym stole padł remis. Zawodnicy byli tak mocno zaskoczeni sytuacją, że lider po 13 rundzie już odbierał gratulacje. A tu jak w polskim przysłowiu na remisie skorzystał Marek Dudkiewicz pokonując Kacpra Zegadło z Warszawy, tym samym jako jedyny zawodnik uzyskał 11 dużych punktów. I jak to w reklamie pewnych kart płatniczych, mina zawodników z pierwszego stołu — BEZCENNA.

Żeby zachować tradycję turniejów walentynkowych w każdej rundzie zawodnicy z 14 stołu otrzymywali okolicznościowe maskotki, oraz prowadzono klasyfikację par mieszanych i niemieszanych. W parach mieszanych największą liczbę małych punktów zdobyli Natalia Woźniak i i Paweł Pogorzelski z Olsztyna. Najlepszą parą niemieszaną zostali Maciej Czupryniak z Milanówka i Marek Dudkiewicz. W ostatniej chwili tajemniczy sponsor ufundował nagrodę za najdroższe słowo ułożone w niedzielnych rozgrywkach. Tym słowem było "DOBIWSZY" za 140 pkt, ułożone przez Bartka Pawlaka ze Starego Szwarocina.

Podziękowania dla organizatora Radosława Pastusiaka, sponsorów oraz obsługi "Rancza pod Lasem" w Prądocinie.

PS. Są jeszcze w Polsce miejsca wolne od technologii i nadajników telefonii komórkowej :)
relacja: Andrzej Gostomski
Niepowtarzalny jak Stachu02 - 03 lutego 2019 — Turniej Memoriałowy Stanisława RydzikaWyniki
galeria
Niepowtarzalny jak StachuJesteśmy, jako skrabliści, przyzwyczajeni do pewnych standardów, zgodnie z którymi toczymy niemal co tydzień swoje potyczki przy planszach. Przyjeżdżamy, witamy się, potwierdzamy zapisy, opłacamy wpisowe, sędzia wywiesza rozstawienie i przystępujemy do gry. Przerwa obiadowa, gramy kolejne partie, wieczorem do hotelu. Wtedy, owszem, jest czas na rozrywki, czasem imprezy przygotowane przez gospodarzy, wyjścia „na miasto”, chwalenie się błyskotliwymi zagraniami, rozpamiętywanie popełnionych błędów. Potem sen (lub nie…) i następnego dnia zwykle pięć finiszowych partii, po których dowiadujemy się, kto został królem polowania, kto uzna eskapadę za względnie udaną, a kto... lepiej, żeby został w domu.

Pod pewnymi względami na ostatnim turnieju w Grodzisku Dolnym było podobnie, same gry toczyły się według wypracowanych przez lata reguł. A jednak było w oprawie i atmosferze tego spotkania coś wyjątkowego, coś, co sprawiło, że było to wydarzenie unikalne. Przed rozgrywkami lub po ich zakończeniu chyba wszyscy odwiedzili wciąż pełen kwiatów i zniczy grób Staszka Rydzika, któremu poświęcony był ten turniej. Na sali wielu uczestników założyło zamówione koszulki z przywitaniami i powiedzonkami „Gościa”, co sprawiło, że Jego humor i dowcipy cały czas nam towarzyszyły.

Był to turniej, na którym pierwszy stół pozostał symbolicznie pusty, choć stało zdjęcie Patrona, leżała rozłożona plansza, woreczek, stojaki (później wprawdzie jeden stojak tajemniczo zniknął...) i księga pamiątkowa, a w niej karta z wierszem Stacha. Można było przysiąść, zadumać się, powspominać, napisać coś dla Staszka lub o Nim. Był to turniej, na którym wszystkie dodatkowe konkursy związane były z jedną osobą. Pierwszy od lat rozegrany w południowo-wschodnim zakątku Polski, który, niestety, pozostaje, może nie białą, ale jasnoszarą plamą na skrablowej mapie i oby ten stan się zmienił. W końcu był to pierwszy turniej, na którym tak dotkliwie był odczuwalny brak jednego z czołowych zawodników.

Wspomniano już o tym przy okazji ostatnich relacji, ale warto jeszcze raz sobie uświadomić, że nikt nie odcisnął takiego piętna na naszych zwyczajach, tekstach, zachowaniach, podejściu do gry ─ profesjonalnym, ale zarazem pełnym dystansu i specyficznego poczucia humoru, jak Patron memoriału.

Na rozpoczęciu turnieju obecni byli przedstawiciele władz lokalnych i rodzina Staszka, chyba nieco zaskoczeni tak licznym przybyciem z całej Polski miłośników ulubionej gry Stacha, pragnących oddać Mu hołd. Po uhonorowaniu Nieobecnego tym razem nie minutą ciszy, ale ─ jak to bywa w przypadku wielkich sportowców ─ majestatycznymi, wybrzmiewającymi oklaskami, przystąpiliśmy do gier.

Wyniki już zapewne wszyscy zainteresowani znają, nawet sposób, w jaki doszło do ostatecznych rozstrzygnięć (przypomnijmy tylko, że zwyciężył Grzegorz Kurowski przed Arturem Irzykiem (obaj z bilansem 11:1), a podium uzupełnił Dawid Pikul (9:3)), więc nie będziemy tych informacji powielać, ale skupimy się na kilku ciekawostkach, głównie z punktu widzenia autorów. Zacznijmy od... środka. Gdy wracaliśmy w sobotę wieczorem z Domu Weselnego Crystal, gdzie odbywał się turniej (zapewniono nam tu wyjątkowo komfortowe warunki, także do gry — stanowisko miało 90x150 cm, co skwapliwie wymierzył niżej podpisany, zatem znaaacznie przekraczało standardy PFS-owskie), chwile słabości przeżywał system nawigacji w samochodzie Marioli i po kwadransie jazdy wąskimi leśnymi dróżkami dotarliśmy... z powrotem do miejsca rozgrywek. W pierwszej chwili zareagowaliśmy śmiechem, ale gdy uświadomiliśmy sobie, że 2 lutego to Dzień Świstaka, zaczęliśmy się obawiać, że po kilku kolejnych okrążeniach wstanie świt, a my znów ─ podobnie jak grany przez Billa Murraya bohater filmu ─ stawimy się na rozpoczęciu turnieju. Kto wie, może wtedy wielu z nas uniknęłoby błędów popełnionych podczas sobotnich partii? Współautor relacji może nie położyłby triumfatorowi turnieju radośnie siódemki LISTWAMI w droższym miejscu, które jednak wystawiało literę I na przedostatnim miejscu między potrójnymi premiami i nie dostałby kontrującej dziewiątki SZRYFCIE, po której ze 100 pkt. przewagi zrobiło się 100 pkt. straty? Ale może też mój inny przeciwnik nie zrobiłby straty w wyrównanej końcówce i nie udałoby się wygrać minimalnie już przegranej partii?

Teraz przenieśmy się na koniec. Podczas uroczystego zakończenia turnieju wójt gminy Grodzisko, p. Jacek Chmura, wspomniał, że gmina słynie głównie z dwóch rzeczy ─ Ogólnopolskiej Parady Straży Wielkanocnych i licznych miejscowych oddziałów tej straży zwanych Turkami Grodziskimi oraz tłoczenia wysokiej jakości oleju lnianego (butelki tegoż oleju były wśród turniejowych nagród). Co do oleju ─ z pewnością nie zabrakło go triumfatorom turnieju, a już szczególnie pierwszej dwójce, która na finiszu odsadziła konkurencję o dwa duże punkty. Nawiasem mówiąc, to dopiero trzeci przypadek w historii, po Wałczu 2009 i Wiciu 2011, że zaledwie jedna przegrana partia w dwudniowym turnieju nie wystarczyła, by stanąć na najwyższym stopniu podium. O ile jednak w poprzednich przypadkach to atakujący z drugiej pozycji wyprzedzał po wygraniu rewanżowej partii lidera, to tym razem wygranie ostatniej partii przez Artura (10:1 przed finałową rozgrywką) z  Grzegorzem (11:0) nie zmieniło kolejności.

Tu przypomina się jeszcze jedna historyjka, której bohaterem był Patron turnieju. Otóż podczas jednego z LeMansów (najprawdopodobniej był to turniej, o którym wspominał Karol w relacji na żywo), niezrażony serią porażek „Gościu” przechadzał się w przerwach, coraz głośniej podśpiewując „nas nie dogoniat!”, aż wreszcie ktoś, spojrzawszy na klasyfikację, gdzie, ku zdumieniu wszystkich, nasz bohater był w ogonie, rezolutnie zapytał:
— Stachu, a kto by Cię dzisiaj chciał gonić?
Na memoriale Grzegorz z Arturem urządzili sobie prawdziwe „nas nie dogoniat”.
Zresztą tam, gdzie triumfatorom nie dopisywało szczęście, pewnymi niedostatkami oleju „popisywali się” przeciwnicy. O swoim casusie już wspomniałem, inny gracz przeciwko Grzegorzowi nie zagrał z ostatniego stojaka jednego z dwóch wygrywających ruchów (BAJC nie był pewien, przy BIJA źle rozpatrzył dalszy przebieg zdarzeń), ale zafundował sobie stratę CIEPAJ. No cóż, jak wiemy ─ scrabble to gra błędów, wygrywa ten, kto ich zrobi mniej.

Jak wspomnieliśmy, wszystkie konkursy dodatkowe, zarówno te poważniejsze, jak i mniej poważne, związane były z osobą Patrona.
  • za najdroższe słowa zaczynające się w kolejnych rundach na litery: STACHURYDZIK wygrywało się „procentowe” nagrody. Zwykle potrzebna była solidna siódemka, choć za Y wystarczyło 21 pkt.;
  • za 8. lokatę po każdej rundzie (8. miejsce zajął Staszek w swym ostatnim turnieju) ─ nagrody słodkie;
  • nagrodę za rozwiązanie jolki (Staszek, zanim poświęcił się scrabble, był czołowym polskim szaradzistą, uczestnikiem zawodów szaradziarskich i finalistą mistrzostw Polski) wylosowała Małgorzata Deszczyńska;
  • za zajęcie 18. miejsca (18 to była ulubiona liczba „Gościa”, być może związana z datą urodzin) nagrodę odebrał Mariusz Orzeł. Nagrodą tą, przygotowaną przez przyjaciółkę Staszka, był wydrukowany na czerpanym papierze wiersz Jego autorstwa wraz ze zdjęciem. Mariusz, o czym warto wspomnieć, obdarował kluby zrobionymi własnym sumptem pięknymi kalendarzami ze zdjęciami Patrona;
  • za zajęcie 40. miejsca (tyle triumfów w skrablowej karierze odnotował Staszek) nagrodę odebrała Bożena Guział;
  • nagrodę w konkursie „Głupot nie ma” (standardowy tekst Staszka, gdy sprawdzał rywalowi mocno wątpliwe słowo) za stratę, gdy słowo wydawało się dopuszczalne, otrzymali: Piotr Broda za ZRYCZŻE i Bartosz Morawski za SZACHRY (oj, będzie miała Komisja Językowa materiał do analizy, bo propozycji zgłoszono całkiem sporo);
  • nagroda w konkursie „Rydzowe łowy” związanym ze skrablowymi powiedzonkami Staszka przypadła Agnieszce Walas;
  • i wreszcie, niejako wracając do wątku olejowego, nagrodę za słowo z dziedziny naftownictwa i gazownictwa ufundowaną przez anonimowego darczyńcę i dodatkowo wspartą przez pracodawcę Staszka (Polska Spółka Gazownictwa) otrzymał Jakub Zaryński za wyraz ZAOLEIŁO.
Na turnieju zadebiutowało dwóch skrablistów. Nagrodę dla najlepszego zgarnął Zbigniew Wiśniewski (bilans 5:7 i ranking z turnieju ponad 120 to bardzo przyzwoite osiągnięcie). Tym drugim był siostrzeniec Staszka, Konrad Sigda, który wprawdzie smaku zwycięstwa nie zaznał, ale widać było wyraźny postęp między grami sobotnimi a niedzielnymi i jeśli w tym tempie będzie się poprawiał, to Staszek może się doczekać w rodzinie kontynuatora.

Na zakończenie tego niezwykłego dwudniowego spotkania, po podziękowaniu rodzinie i wójtowi za wspaniały turniej, po wzruszających słowach siostry Staszka, która wyraziła wdzięczność tym, którzy uczestniczyli w Jego pogrzebie i tym, którzy przyjechali na turniej, by uczcić Jego pamięć oraz po przekazaniu prezentu od rodziny dla najbliższego przyjaciela Stacha ─ Andrzeja Kwiatkowskiego, odsłuchaliśmy jednej z ulubionych piosenek Patrona ─ polskiej wersji Amigos para Siempre.

Przypomnijmy na zakończenie wszystkich, dzięki którym mogliśmy uczestniczyć w tym niezwykłym wydarzeniu:
Wójt Gminy Grodzisko Dolne
Urząd Gminy Grodzisko Dolne
Polska Spółka Gazownictwa sp. z o.o.
Polska Federacja Scrabble (szczególnie Rafał WesołowskiKarol Wyrębkiewicz jako pomysłodawcy i niestrudzeni realizatorzy. Dla Karola dodatkowe ukłony za doskonałe przygotowanie do relacjonowania tego turnieju tak, by śledzący nasze zmagania mogli poczuć ten niepowtarzalny klimat)
Fundacja Umysł im. Alfreda Buttsa
Rodzina Staszka Rydzika
oraz anonimowi darczyńcy.

I tak w chłodne, choć pogodne, niedzielne popołudnie rozjechaliśmy się do domów, zastanawiając się, czy to było tylko jednorazowe wydarzenie, czy może nowy, stały punkt w kalendarzu skrablowym. My jesteśmy za kontynuacją!

Stachu w swoim wierszu (który, notabene, trafił pod godne skrzydła Mariusza Orła) wyraził przywiązanie do rodzinnych stron i związek z miejscem, w którym przyszedł na świat. Wyraził też (a przynajmniej tak to interpretujemy) pragnienie powrotu. I wrócił. A my pognaliśmy za nim, bo co to za scrabble bez Stacha?
relacja: Maciej Czupryniak, Agnieszka Matus
Weterani górą w debiucie12 stycznia 2019 — I Mistrzostwa DąbkaWyniki
galeria
Weterani górą w debiucieTrzeba przyznać, że z hukiem i obiecująco rozpoczęliśmy kolejny sezon zmagań przy planszach. Na debiutanckim dla organizatorów — warszawskiego klubu „Dąbek” — turnieju pojawiło się aż 18 debiutantów. W sumie zagrało aż 88 zawodników (poza mistrzostwami Polski tylko jeden turniej w zeszłym roku miał wyższą frekwencję). Ogromna w tym zasługa organizatorów, a szczególnie Szymona Dąbrowskiego — szacun! Jednak ta operatywność była i przyczyną pewnych kłopotów. Początkowo turniej miał się odbyć w miejscu cotygodniowych zmagań klubowiczów z „Dąbka” — klubokawiarni „Mała forma” na Bielanach, lecz gdy liczba zapisanych przekroczyła dwukrotnie założoną „pojemność” turnieju, zaczęto poszukiwać nowego, większego miejsca i niemal do ostatniej chwili ważyła się sprawa lokalizacji. W końcu jednak się udało i sezon 2019 zainaugurowaliśmy w Szkole Podstawowej nr 378 na Bródnie.

Turniej rozpoczęliśmy minutą ciszy, by upamiętnić odeszłego niespodziewanie w grudniu, niezapomnianego Staszka Rydzika, przyjaciela i stałego bywalca klubu „Dąbek”. Z osobą Staszka, znanego pod pseudonimem „Gościu”, wiązał się też dodatkowy konkurs polegający na układaniu w kolejnych rundach najdroższych słów zaczynających się od liter: G, O, Ś, C, I, E, M.

Scrabble to dziwny sport, chociaż gdy weźmiemy pod uwagę jedynie rozgrywki umysłowe, nasze zdziwienie jest nieco mniejsze. Największe sukcesy można osiągać i w wieku nastoletnim, i mocno zaawansowanym. Mistrzów Polski dzieli wiekowo ponad 20 lat (to właśnie Staszek Rydzik był tym najstarszym), zwycięzców turniejów ok. pół wieku, a na podium wskakiwali zawodnicy w wieku, o którym Noriaki Kasai może na razie myśleć jak o mglistej przyszłości. Nierzadkie są też przerwy w karierze i powroty po wielu latach. W tym turnieju pojawiło się kilka osób po dłuższym, niekiedy aż kilkunastoletnim, rozbracie z turniejowym graniem. Wśród nich Marcin Mroziuk — dwukrotny mistrz Polski z przełomu wieków. Znany niegdyś z „blokerstwa” Marcin, tym razem nie oszczędzał na punktach i w przywołującym wspomnienia pojedynku w 5. rundzie wrzucił Mariuszowi Skroboszowi pięćsetkę.
Czasami wręcz obserwatorzy patrzą na wyniki pod kątem walki rutyny z młodością i nie inaczej można tym razem.
W tym krótkim, siedmiopartyjnym, rozgrywanym szwajcarem turnieju liderzy zmieniali się co chwilę — po 1. — Paweł Pogorzelski, po 2. — Tomasz Nasiłowski, po 3. Kamil Kister, po 4. — Maciej Czupryniak, po 5. — Szymon Płachta. Ale do czasu. W 6. rundzie Tomasz Zwoliński pokonał Szymona, a w ostatniej odparł atak Michała Alabrudzińskiego i w ten sposób człowiek, który granie w scrabble rozpoczynał jeszcze w latach 80., przed oficjalnym debiutem gry w Polsce, czterokrotny mistrz Polski z lat 90., odniósł, swój 76. triumf! Na drugim stopniu podium znalazł się też gracz z ponaddwudziestoletnim stażem turniejowym — Maciej Czupryniak, a trzecie miejsce zajął Szymon Płachta (obaj 6:1).
Najlepszym klubowiczem z „Dąbka” został Szymon Dąbrowski (5. miejsce, 6:1), a najlepszym debiutantem — Jerzy Kędra (19. miejsce, 5:2).
Wicemistrz zgarnął ponadto dwie z siedmiu nagród w konkursie związanym z GOŚCIEM i za najdroższe słowo turnieju — dziewiątkę ZWŁÓKNIA za 203 pkt.
Nagród zresztą nie zabrakło dla wszystkich uczestników zmagań.

39. update do OSPS nie okazał się taki straszny. Rzadko na planszach pojawiały się słowa, które z początkiem roku weszły do słownika, a zwycięzca z rozbrajającą wręcz szczerością przyznał, że właściwie jeszcze się z ostatnią aktualizacją nie zapoznał :)

Do tak udanego początku sezonu przyczynili się, oprócz organizatorów — klubowiczów i przyjaciół „Dąbka”, także sponsorzy:
- Polskie Towarzystwo Wydawców Książek;
- TIM-EX sp.z o.o. sp. k.;
- firmy elektryczne: Tropi, Luxteam, Kandela, Ellum
- Urząd Dzielnicy Warszawa Bielany.

Mamy nadzieję, że turniej ten wpisze się na stałe do kalendarza rozgrywek PFS.
relacja: Juliusz Czupryniak
Kazik Merklejn zwycięża na Festiwalu dla myślących01 grudnia 2018 — Festiwal dla myślącychWyniki
galeria
Kazik Merklejn zwycięża na Festiwalu dla myślącychW sobotę 1 grudnia w Warszawie odbył się ostatni w tym roku turniej rankingowy (15-minutówki) rozegrany w ramach „Festiwalu dla Myślących”. Mimo że impreza była jednodniowa, wzięło w niej udział 57 graczy, czyli więcej niż w obu poprzednich turniejach tego cyklu razem wziętych (w kwietniu liczba uczestników wyniosła 27, a rok temu 29). Obsada – doborowa. Choć dominowali gracze z Warszawy i okolic, to turniej przyciągnął zarówno utytułowanych wyjadaczy z czołówki listy rankingowej, wśród nich siedmiu byłych mistrzów Polski, jak i czworo debiutantów – Katarzynę Budę, Rozalię Chajutkin, Dorotę Citkowską oraz Piotra Majaka, który – wygrawszy trzy z siedmiu partii – został najlepszym debiutantem. Liczymy na obecność całej czwórki na następnych turniejach PFS.
Najlepiej zawody rozpoczął Marcin Rogala, układając w pierwszej partii 612 punktów. W fotelu lidera utrzymał się jednak jeszcze tylko przez jedną kolejkę, bo po trzeciej rundzie podsiadł go Piotr Domański. Nie na długo, bo po kolejnej partii prowadzenie objął jeden z głównych faworytów Michał Alabrudziński i utrzymał je po rundzie nr 5 przed, również niepokonanym, kolegą z warszawskiej „Paranoi” Kazimierzem Merklejnem. W ten sposób w 6. partii przy pierwszym stole doszło do wewnątrzklubowego pojedynku, który rozstrzygnął na swoją korzyść świeżo upieczony (choć nie po raz pierwszy) wicemistrz Polski Kazimierz Merklejn budzącym szacunek wynikiem 510:455. W ostatniej partii rozpędzony „Kazik” nie dał szans Szymonowi Płachcie i z kompletem siedmiu zwycięstw mógł świętować końcowy sukces. Podobnie przy drugim stole „Aniołek” odprawił z kwitkiem Kacpra Zegadłę i – zajmując drugie miejsce – osłodził sobie ten raczej niewymarzony sezon. Wobec porażek pretendentów na dwóch pierwszych planszach, na najniższy stopień podium wskoczył Tomasz Nasiłowski, dla którego było to pierwsze „pudło” w karierze. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów!

Wszyscy uczestnicy otrzymali upominki książkowe, a pierwsza szóstka została dodatkowo wyróżniona i obdarowana nagrodami podczas zakończenia festiwalu.

W kategorii dodatkowej, jaką była najwyższa średnia punktów ze wszystkich ruchów z blankami w turnieju, zwyciężył Mariusz Skrobosz ze średnią 92 punktów na ruch.

Ponadto siedem słodkich nagród zgarnęły osoby, które wykonały najdroższe ruchy z literkami „sponsorującymi” kolejne rundy (M Y Ś L Ą C Y).

Krótkie, jednodniowe turnieje mają swoją specyfikę. Łatwiej w nich, niż w turniejach kilkunastorundowych, wyśrubować wysokie wyniki w kategoriach „najwyższy ranking”, „najwyższa średnia” czy „najwyższa średnia suma” (statystycy mieliby tu coś do powiedzenia). Nic więc dziwnego, że zwycięzca turnieju wszedł na 7. w historii miejsce w pierwszej kategorii, a wicemistrz – na 2. w dwu pozostałych.

I w ten sposób sezon dla pasjonatów scrabbli dobiegł końca. Na zakończenie – turnieju, sezonu i... relacji – chciałbym szczególnie podkreślić rolę Rafała Wesołowskiego, który wcześniej doprowadził do mariażu „Festiwalu dla Myślących” i Scrabble, a teraz dołożył wszelkich starań, aby rozgrywki sprawnie się odbyły. Za ogarnięcie wszystkiego – pomimo niesprzyjających okoliczności, jak konieczność skrócenia turnieju o dwie rundy oraz... złośliwość bezpieczników wyłączających światło w miejscu rozgrywek – wielkie DZIĘKI!

Godzi się także wspomnieć o organizatorach i sponsorach całego „Festiwalu dla Myślących” – głównym szefie Adamie Zielińskim oraz CLVI Liceum Ogólnokształcącym Integracyjnym „Przy Łazienkach Królewskich” w Warszawie.

A już w marcu kolejny turniej scrabble w ramach „Festiwalu dla Myślących”, na który serdecznie zapraszamy!
relacja: Juliusz Czupryniak
Teoria spiskowa z happy endemKonkurs 'Relacja z turnieju'
Najstarsi górale opowiadają, a archiwa PFS-u potwierdzają, że drzewiej ostatnim akcentem w kalendarzu skrablowym były rozgrywane w ostatnim kwartale roku mistrzostwa Polski. I to było po bożemu – podkreślają górale – zwycięzca w glorii najlepszego układacza literek na planszy spożywał wigilijnego karpia, bawił się w sylwestra i jeszcze przez kilka miesięcy chodził dumny jak paw, pomimo zawistnych szeptów pokonanych rywali („e tam, żarło mu...”), dopóki na kolejnym turnieju ci pokonani nie sprowadzili go na ziemię.

Góralskie opowieści przypominają jednak wiadomości Radia Erewań – niezupełnie to prawda, bo z Tomkiem Zwolińskim niełatwo było wygrać, a ponadto było to w czasach, gdy kalendarz rozgrywek ograniczał się do jednego, góra kilku turniejów. Gdy tylko ruszyła w 1997 roku „karuzela turniejowa”, zawistnicy żądni szybkiego rewanżu zawiązali spisek. Zrazu nieśmiało, przeforsowując po mistrzostwach jakieś kuriozalne „Mistrzostwa par” (dobrze, że nie „Taniec z płytkami”), by rok później już z otwartą przyłbicą zorganizować grudniową dywersję pod niewinną nazwą „Turniej gwiazdkowy”. „No, pokaż, Mistrzu, jaki jesteś mocny!” zdawali się wołać, ale... Mistrz nie przybył. Nic to, dorwali go wkrótce na „Turnieju otwarcia sezonu”. Skutecznie, i od tego momentu zatriumfowali. Co więcej, na przełomie wieków wpadli na szatański pomysł, by rok kończyć 24-godzinną młócką non stop („jak się nie da Mistrza pokonać, to może padnie z wycieńczenia”). I już prawie nigdy mistrzostwa Polski nie kończyły sezonu. Prawie, bo w latach 2009–2010 umknęło ich uwadze, że ktoś złośliwie przeniósł LeMansa na lato, by dodatkowo zamęczać uczestników upałem, albo też, żeby jego nieoficjalne określenie „skrablowe dorzynki” (pisownia zamierzona) nabrało jeszcze głębszego uzasadnienia. Potem całodobowe szaleństwo wróciło na koniec roku, ale rolę turnieju kończącego sezon przejęły różne turnieje lokalne – a to Rumia, a to Szczepocice, a ostatnio Warszawa.

W tym roku powiązano zakończenie sezonu z kolejnym „Festiwalem dla Myślących”. Co za przewrotne połączenie – kto jeszcze myśli po kilkuset rozegranych w ciągu roku partiach? Pozornie, gdy się obserwuje skupione w ciszy nad stojakami twarze, wszystko gra – o, tak, to wyzwanie naprawdę dla myślących! W rzeczywistości to jedynie dobrze wyćwiczone przez cały sezon grymasy i seria automatyzmów bez kojarzenia, co się układa, a podsłuchanie rozmów w przerwie, zwłaszcza przy OSPS-ie, utwierdza nas w tym przekonaniu – „o matko, przecież tego od dwóch lat nie ma, puściłem kita!”, „no wiesz co, prowadziłam ponad stówką i wystawiłam hedszota za 80, a na stojaku FHGŹ...”, „o kurczę, taka prosta siódemka... i były dwa miejsca!”.

Tymczasem motywy, które przyświecały spiskowcom sprzed dwu dekad, znacznie osłabły. Mistrzów się namnożyło, medalistów jak mrówków, w zasadzie tylko nieliczni kojarzą, kto jest aktualnym Mistrzem (Koszu, Moraw, Kamil? Dobra, zaraz sprawdzę...). Co więc skłania szaleńców, by zagrać jeszcze ten ostatni raz? Perspektywa dwumiesięcznego odwyku („jeszcze ten ostatni kieliszeczek i możecie mnie zaszyć”) i... narodzenie się motywacji pozytywnej: nic to, że w tym roku nie szło, albo trochę szło, ale nie tak, jak byśmy chcieli, zagramy, poszukamy plusów, zanotujemy minusy do poprawy, nastawimy się pozytywnie na przyszły sezon, a wtedy pokażemy, na co nas naprawdę stać!

Tak też było i w ostatnią sobotę w Warszawie podczas turnieju 15-minutówek (a po co więcej, jak gra się automatycznie i prawie nikt nie wykreśla, bo nie ma już głowy na analizę końcówki?). Każdy uczestnik znalazł coś pozytywnego, i tak w kolejności zajętych miejsc:

1. Kazik potwierdził, że kolejne wicemistrzostwo Polski nie było przypadkowe i wie już, od czego pochodzi forma PODLECA.
2. Michał niezbyt udany (jak na niego) sezon zakończył na pudle i zapewne odwoła zakończenie kariery.
3. Tomek zaliczył pierwsze podium i chyba mu się spodobało, bo niektórzy świadkowie twierdzą, że stał tam najdłużej i nie chciał zejść.
4. MaCzu potwierdził, że jest mistrzem w celności lądowania... na czwartym miejscu (tylko że w tej grze niekoniecznie o to chodzi).
5. Andrzej zaliczył najlepszy występ w karierze i może teraz będzie w niej więcej gier niż przerw.
6. Marta osiągnęła najlepszy wynik w tym roku i najwyższy skor w karierze (pomijając jednopartyjny popis z Zakopanego).
7. Marek – wprawdzie tytułu z kwietnia nie obronił, ale jaki piękny start (popracować nad kondycją!), no i rozwalił dwóch z trzech eksmistrzów Polski.
8. Szymon – prawie podium, prawie = niezniszczalny Kazik.
9. Kacper – piękna seria pięciu zwycięstw z rzędu.
10. Pavvka – lekka zadyszka na dystansie, ale jaki start i finisz!
Itd., itp.

Skrobi udowodnił, że blanki można wykorzystywać ze średnią niemal 100-punktową na sztukę (nagroda w konkursie dodatkowym).

Siedmioro zwycięzców w konkursach dodatkowych co rundę pokazało, że potrafi układać siódemki z zadaną literką i nawet pamięta, żeby to zgłosić.

Jedna z uczestniczek (z klubu M z miasta M) znalazła pozytyw nawet w tym, że wprawdzie sama dużo nie ugrała, ale „grała ładnie i otwarcie, dzięki czemu przeciwnicy nagrali dużo punktów”. (Przy okazji – punktów nagrano faktycznie sporo. Pięćsetki, a sporadycznie i sześćsetki, latały jak szarańcza, i to nie tylko po pierwszych stołach. Nic więc dziwnego, że Michał nieomal nie poprawił swojego rekordu średniej sumy, a inni też weszli do jakichś tam statystyk)

Czwórka debiutantów (Dorota, Katarzyna, Rozalia i najlepszy z nich Piotr) pokazała, że potrafi już grać, aczkolwiek sporo pracy przed nimi. Najważniejsze, że się nie wystraszyli i – miejmy nadzieję – spotkamy ich jeszcze na turniejach.

Julek udowodnił, że potrafi, mimo tłumu „doradców” nad głową, przepisać bezbłędnie wyniki z protokołów, przylepić rozstawienia tak, żeby nie spadały ze ściany, a nawet pogonić opieszałych, którzy „zapominali” włączyć zegary.

Prezes Wesul udowodnił, że potrafi nie tylko nawiązać współpracę z naprawdę myślącymi, zorganizować fajny turniej, ale i zna się na elektryczności. Gdy ktoś (lub coś?) usiłowało przedwcześnie zakończyć sezon wyłączając światło w miejscu gry, nie lękając się prądu i (nie)bezpieczników, przywrócił jasność.

I takim oto happy endem zakończył się kolejny sezon.

W tym miejscu należy zań podziękować szczególnie wspomnianemu już Rafałowi Wesołowskiemu, szefowi festiwalu – Adamowi Zielińskiemu oraz XLVI Liceum Ogólnokształcącemu Integracyjnemu "Przy Łazienkach Królewskich".

A co dalej? No cóż, odpoczniemy, wyjdziemy z szoku po zapoznaniu się z kolejnym uaktualnieniem do OSPS i za jakieś dwa miesiące znów gramy! A przy okazji „Festiwalu dla Myślących” w marcu. Zapraszamy!


relacja: Maciej Czupryniak


PS Kilkanaście godzin po wysłaniu powyższej relacji dotarła do mnie informacja o śmierci Staszka Rydzika. W tej sytuacji odstąpiliśmy od publikacji...

Minął tydzień, pożegnaliśmy „Gościa”, szok minął, żal pozostał – i pewnie pozostanie. Nadal mam wątpliwości, ale życie toczy się dalej. Zastanawiałem się, czy zmienić tytułu, bo po odejściu zasłużonych skrablistów – Marka Charytoniuka i Staszka – trudno nazwać zakończenie sezonu happy endem. Zwłaszcza Staszek był, o czym dobrze wiemy, kimś więcej niż „tylko” rywalem z turnieju.

Ale taką już wybraliśmy sobie dyscyplinę – można wstać od stołu, pozostawić pustą planszę i już nie wrócić. Nawet z przyczyn całkiem naturalnych. Niemniej, Stachu, mam jedno pytanie: czy nikt Ci nie powiedział, że nie wypada wychodzić w połowie turnieju, gdy tyle jeszcze partii do zagrania? Eh... Podpiszę się tak, jak mnie zawsze witałeś:

„Bestia ludzka, co się nie rusza bez swojego kucka”
Mirosław Uglik zwycięzcą turnieju 24h non stop "Le Mans"24 - 25 listopada 2018 — XVIII Turniej 24h Non Stop "Le Mans"Wyniki
galeria
Mirosław Uglik zwycięzcą turnieju 24h non stop "Le Mans"Po weekendzie 24-25 listopada 63 osoby ( uczestnicy turnieju i sędzia) mają niekwestionowane prawo do szewskiego poniedziałku. Niespanie przez całą dobę wymaga przecież solidnego wypoczynku. Przyczyną bezsenności części polskich scrabblistów był XVIII 24-godzinny turniej scrabble Le Mans, który w doskonałych warunkach, jakie są w Centrum Konferencyjnym szczecińskiego hotelu „Vulcan”, zorganizowała wraz z członkami klubu „Blank” Małgorzata Szmuksta. Rozgrywki rozpoczęły się w sobotę, gdy w samo południe sędzia Sławomir Zabawa oddzwonił początek, a do gry przystąpiło 62 potencjalnych zwycięzców. Co tam zwycięzców – mało powiedziane — na głowie każdego błyszczała szczerozłota korona króla scrabble`owego . Wśród uczestników aktualny mistrz Polski, czołówka rankingu i jeden debiutant – Bartosz Knapik ze Szczecina.

Po pierwszych rundach niektóre korony lekko się przekrzywiły, utraciły blask i sprawiały wrażenie, jakby bardzo ciążyły właścicielom. W połowie rozgrywek niektórzy gracze byli już prawie pewni, że to nie ich turniej i insygnia królewskie powędrowały pod stół.

Zapada noc. Nie ma lekko! Walki przy stołach coraz bardziej zacięte, a brak snu daje się we znaki coraz bardziej. Około 3-4 nad ranem w sali pojawia się coraz więcej zombie. Jednak wschodzące słońce przegania zjawy, a nowy dzień dodaje sił do ostatnich rund.

W niedzielne południe potwierdza się stara zasada – król jest jeden! Osiemnastym mistrzem turniejów 24h Non Stop zostaje Mirosław Uglik z Warszawy, który wygrał 19 rund. Na drugim miejscu podium Dariusz Kosz z Nysy, miejsce niżej Dariusz Ulatowski z Tucholi. Obaj gracze zdobyli po 18 dużych punktów.

Trójka triumfatorów nagrodzona została pucharami i nagrodami pieniężnymi. Za wygranie sześciu rund wyróżniony został również debiutant Bartosz Knapik – wybrać sobie Le Mans na debiut to się nazywa odwaga!

Podczas turnieju padło kilka bardzo dobrych wyników. Wysoki remis po 448 osiągnęli Dominika WoronaDominik Ulejczyk. Takie same imiona to i wynik ten sam, a co!

Dariusz Kosz zdobywając 10539 małych punktów nie tylko potwierdził swój mistrzowski tytuł, ale ustanowił rekord średniej sumy małych punktów (821,88), a uzyskany przez Darka średni wynik z partii na poziomie 439,12 jest rekordowy dla Le Mans i trzeci wśród turniejów co najmniej 24-rundowych.

Nagrody dla zwycięzców i upominki dla wszystkich uczestników oraz wyśmienity całodobowy catering możliwe były dzięki staraniom Małgosi Szmuksty, która pozyskała silną grupę sponsorów oraz osób wspierających organizację imprezy:
APA2
IMFILTER
NEGOCJATOR
AD-MAR Goleniów
DOM DEVELOPER
IZOLBUD Szczecin
BAUMAT Stargard
Członkowie Klubu BLANK
Prima Sort Familia

Dziękując organizatorom i sponsorom mam nadzieję, że kolejny Le Mans znów będzie w Szczecinie!
relacja: Jolanta Chłopińska

Czołówka rankingu

1. Bartosz Morawski  163.30
2. Marek Reda  160.47
3. Dariusz Kosz  157.60

Grand Prix 2019

Klasyfikacja Złota
1. Marek Dudkiewicz35
2. Mariusz Skrobosz30
3. Łukasz Tuszyński25
Klasyfikacja Srebrna
1. Marek Dudkiewicz15
  

Mistrzostwa Regionów 2019

Centrum
1. Marek Dudkiewicz20
Południe
1. Grzegorz Kurowski20
SCRABBLE® jest zastrzeżonym znakiem towarowym J.W. Spears & Sons    |     © Prawa autorskie